Początek sezonu – Eurospeedway Lausitz

Runda na Lausitz otworzyła mi oczy jak bardzo Polacy, Słowacy, Czesi odbiegają w wyścigach od Niemców. Pod względem organizacji wszystko chodzi jak w zegarku, na brifingu zadzwoni ci telefon 5 euro kary, spóźnisz się na brifing 5 euro kary. Wszyscy wiedza co maja robić. Teamy przyjeżdżają Tirami czasami kilkoma 😛  Z motocyklem nic nie pokombinujesz bo wyrywkowo potrafią sprawdzić czy czasem nie wymieniłeś kompa dla zwiększenia mocy. Kibice w dzień wyścigów zamiast do kościoła przyjeżdżają na tor 😀

A teraz trochę o moich zmaganiach w Pucharze. Treningi zaczęły się już w Poniedziałek niestety wtorkowe musiałem odpuścić z powodów osobistych :)  Po każdym wyjedzie analizowaliśmy telemetrię i z wyjazdu na wyjazd moje czasy były coraz lepsze.  Niestety chyba zabrakło wyjazdów 😛  bo po pierwszej kwalifikacji uplasowałem się na 19 pozycji  z czasem 1:51.  Mimo iż na drugiej kwalifikacji poprawiłem czas na 1:50.7 spadłem na 22 pozycje.

Niemcy maja bardzo ciekawe podejście do wyścigów, tu nikt nie liczy się z kosztami i wyznaje regule „Go hard or go home”.  Niemiecki kolega z mojego boksu wyjechał w piątek podczas deszczu i wywalił na drugim kółku tłumacząc ze szedł na dobry czas okrążenia 😛  Na kolejnym treningu 3 godziny później znowu ten sam zakręt i znowu zalicza glebę… Podczas deszczowego treningu wyjechało 6 zawodników a w całości wróciło 2 :)

Start do Niedzielnego wyścigu miałem atomowy i po kilku zakrętach jechałem na 16 pozycji i na wyciągniecie ręki miałem dwóch   kolejnych zawodników, ale jak to na wyścigach bywa w połowie wyścigu spóźniłem się z redukcją biegów z 6ki na 3kę i tylne koło  zbyt mocno zblokowane (różnica na telemetrii około 35km/h miedzy tylnym a przednim kołem) spowodowało higside na wejściu i musiałem   odprostować motocykl, miałem małą wizytę na trawie, spadając na 21 pozycje. Podczas odrabiania strat walczyłem o 18 pozycje i widząc jak bardzo zawodnik przede mna traci na jednym zakręcie  chciałem wejść bardzo ciasno i wyjść na większej bombie 😀  niestety zmęczenie dało się we znaki i nie ruszyłem tyłka z motocykla  bo i po co… przecież motocykl wszystko za mnie zrobi no i zrobił zahaczył silnikiem podczas zbyt niskiego zejścia i poleciał w trawę, podniosłem motocykl, widząc ze nie chce odpalić, popatrzyłem na wydech, zgnieciony jak puszka od piwa do tego zapchany trawą, dodałem gazu i odpalił, kierownica wygięta no ale cóż udało się ukończyć wyścig. Wywaliło w sumie z 8 zawodników na 34.

Dobranoc

//Przemek

Tagi: , , ,
Napisano w Ogólne

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress